środa, 2 września 2015

[ARS PUBLIKUJE]: "Demokracja - czyli czy większość ma zawsze rację?"

Zapraszamy do lektury kolejnego tekstu z cyklu [ARS PUBLIKUJE]. Dziś proponujemy filozoficzne rozważania nt. demokracji autorstwa Emmy Drabarek. Zachęcamy do dyskusji!

[Opinie przedstawione w artykułach nie są stanowiskiem Koła Naukowego Ars Politica, a wyłącznie autorów danego tekstu]

~ * ~


DEMOKRACJA – CZYLI CZY WIĘKSZOŚĆ MA ZAWSZE RACJĘ? 

If ever Fascism should come to Americait will come in the name of Freedom"
~Thomas Mann 


Mówi się, że demokracja wcale nie jest idealną propozycją, lecz lepszej jak dotąd ludzkość nie wynalazła – a jednak wciąż pozostaje nieosiągalnaMożna mówić, że żyjemy dziś w świecie demokracji – bliższym prawdy jednak byłoby stwierdzenie, że żyjemy w świecie  d e m o k r a t y z a c j i. Gdy patrzymy na współczesną mapę świata, wciąż większość społeczeństw zamieszkujących nasz glob żyje w systemach, które z demokratycznymi wartościami wspólnego mają niewiele. W poniższym eseju, przy pomocy znakomitych politologów i filozofów (prof. L. Kołakowski, M. Oakeshott, E. Roudinesco, R. Rieman i wreszcie prof. S. Filipowicz), zastanowię się nad pułapkami, jakie tworzy powierzenie władzy ludzkiej zbiorowości i jej rozumowi oraz pokładanie w nich wiary. 

            Gdy, jako społeczeństwo, wychodzimy z założenia, że, wedle słów J.J. Rousseau „cnota jest wyrazem woli powszechnej”, konsekwencją idealizacji społeczeństwa jako najdoskonalszego miejsca realizacji się ludzi, może być zwolnienie człowieka z wszelkiej odpowiedzialności, w której to właśnie wyraża się wolność. Dopiero odpowiedzialność za własne czyny i opinie czyni człowieka prawdziwie wolnym. Można zatem doznać wrażenia, że demokracja, legitymowana przez istnienie wspólnoty i legitymująca podejmowanie przez nią decyzji, pośrednio stwarza sytuację, w której „jak gdyby nie było innego człowieczeństwa aniżeli kolektywne”.1 Sytuacja ta tworzy złudzenie, że „każdy znaczy nikt”, a odpowiedzialność za czyny jednostkowe zostaje przenoszona na anonimową zbiorowość - skoro „ja” pozostaje moralnie nieukonstytuowane, a będące jedynie częścią większego „projektu” (wspólnota, klasa, społeczeństwo, naród). Trudno więc nie wysnuć wniosku, że demokracja wcale nie musi być systemem propagującym wolność bardziej niż inne znane nam systemy, jeśli uczestnictwo w sprawowaniu władzy stało się ważniejsze niż prawo do bycia indywidualną jednostką. 


            Podstawową legitymacją dla podejmowanych przez zbiorowość decyzji jest wiara w racjonalny ludzki rozum, wspólny dla całej ludzkości oraz we wspólną władzę racjonalnego namysłu, który stanowi podstawę i inspirację działania politycznego. Jest to kolejny wyraz egalitaryzmu i, co za tym idzie, uniwersalizmu, ponieważ ludzie myślący  r a c j o n a l n i e  i posiadający racjonalny rozum, z logicznego punktu widzenia powinni więc myśleć w taki sam sposób i dochodzić do tych samych wniosków. Znowuż – jest to pewnego rodzaju  m i t  racjonalistycznej polityki i próba sprowadzenia polityki do inżynierii, która nie zakłada błędów, a jedynie mechaniczne rozwiązywanie serii kryzysów. 2 Próba udowodnienia, że o trwaniu lub nie-trwaniu danego zjawiska decydują tylko prawdziwość i racjonalna jego podstawa. To racjonalne rozwiązanie problemu ma być równocześnie rozwiązaniem doskonałym, a ponieważ jeden człowiek (i każdy człowiek) jest istotą rozumną, posiada więc wszystkie potrzebne narzędzia do stworzenia racjonalnego społeczeństwa.3 Jednakże polityka jest zawsze podsycana tym, co tradycyjne, oraz tym, co zależne od okoliczności równocześnie, a działania intelektu nie przebiegają w próżni. Wpływają na nie różne czynniki – historia, doświadczenie, obyczaje i emocje to tylko jedne z nich. Mimo iż powierzenie zbiorowemu rozumowi ludzkiemu takich kompetencji i roli wydaje się racjonalne, rozum często nas zawodzi…



            Tak jak zawiódł ludzkość w XX wieku, w czasie królujących totalitaryzmów i nieludzkich dyktatur, w czasie Holocaustu i łamania praw człowieka przy ogólnym przyzwoleniu oświeconych społeczeństw wyrosłych w erze kultury, filozofii i ideałów. Zawiódł rozum zbiorowości, które zaczęły rozładowywać swoje frustracje na drugim człowieku – w kierunku wskazanym przez szamana, terapeutę manipulującego tłumem. Czym bowiem innym byli XX-wieczni dyktatorzy niż terapeutami, obiecującymi zdesperowanym masom magiczne wyzdrowienie za pomocą czarodziejskiego środka, którym okazało się wyrzucenie całej swojej nienawiści na zewnątrz? Dzisiaj nie dziwi nas to już wcale, prawda? W końcu właśnie w epoce terapeutycznego kontaktu żyjemy – relacje z innymi ludźmi przypominają mistrza i pacjenta, a część z nas w ogóle sobie innych relacji niż tych w gabinecie nie wyobraża.4 Wciąż oczekujemy jakiegoś czarodzieja, który przyjdzie i dzięki swoim magicznym zdolnościom zaoferuje nam iluzję wyzdrowienia. Nie chcemy nawet rzeczywistej przemiany – potrzebujemy tylko zapewnień i obietnic, ponieważ w erze psychoanalizy (czy też postpsychoanalizy) to właśnie o ów  k o n t a k t  chodzi i to on jest sednem tego, do czego zmierzamy - a skoro w sferze prywatnej, to także w publicznej, jeśli społeczeństwo jest niczym więcej niż zbiorem jednostek. Gdy zawodzi nas rozum, potrzebujemy terapii. Terapii, która może mieć ciąg (bo nigdy się nie kończy i skończyć nie może!) bardzo dobry, a może mieć i zły, jak to zdarzało się w przeszłości.

            „W Europie tematem tabu jest <faszyzm>, o ile odnosi się do współczesnych zjawisk politycznych”, pisze R. Rieman5, dodając przy tym, że „fakty nie znikają jednak przez zaprzeczenie”. Odpowiedzialnością za ryzyko występowania takiego niebezpieczeństwa obarcza właśnie człowieka masowego jako produktu ostatniego stulecia. Produktu niewdzięcznego, który w dobie praw człowieka, otwartych granic i szerzącej się demokracji, odrzuca te dobrodziejstwa na rzecz  r e s e n t y m e n t u  - formuły wartościowania na zasadzie „ja jestem dobry, Ty jesteś zły”. Gdy naprawdę tłum zaczyna rządzić, a demokracja staje się demokracją masową, prawdziwa demokracja przestaje istnieć. Podstawową cechą współczesnego świata staje się powierzchowność, która łasa na uproszczenia i wyrównywanie do najniższego poziomu (gdzie znajduje się największy mianownik ludzki), bardzo łatwo przeradza się w nienawiść. Trudno bowiem powiedzieć, by „nowy, lepszy człowiek” (bo przecież żyjący w najlepszych czasach, jakie mógłby sobie wymarzyć!), mimo wszystkich bodźców i możliwości, stał się szczęśliwszy. Wręcz przeciwnie, zaczął potrzebować permanentnej pomocy psychoanalityków i nieustannej uwagi ze strony rządzących. Współczesny człowiek nie zwalnia nawet na chwilę – cały czas potrzebuje dostarczania emocji, zdarzeń i zapewnienia, że to on jest „tym  d o b r y m”. Wyobrażamy sobie, co się dzieje, gdy spotęgujemy tę postawę? Otóż nie musimy – to już się kiedyś wydarzyło. „Kto nie wyniesie żadnej nauki z historii, jest skazany na jej powtarzanie” właśnie wtedy, gdy wielką potrzebą staje się dostosowanie do masy, a  „doświadczenie absolutnej wolności zamieni się w śmiertelny strach przed wolnością”. Nawoływanie do emancypacji, rozumianej jako wolność zrzeszania się i przynależenia do wspólnot i subkultur oraz nobilitacja aktywności publicznej6 jako przynależności do społeczeństwa, tak naprawdę wywołuje tylko samotność i „wyzwala” człowieka z akceptowania swojej prawdziwej  r ó ż n i c y i wzięcia za niej odpowiedzialności. 7 Sprowadzenie wolności do swobody zgromadzeń i wypowiadania się, a pominięcie w tym katalogu praw osobowych człowieka, jak chociażby prawo do biologicznej różnicy, jest pierwszym krokiem w stronę faszyzmu, który w ciele demokracji masowej zawsze będzie obecny.

            Zgodnie z wiarą w nieomylność uwspólnotowionego ludzkiego rozumu, opinia publiczna staje się dla nas „trybunałem prawdy”8, bezwzględnym sędzią i bóstwem, który ma zawsze rację i do której możemy się odwoływać w poszukiwaniu ostatecznych rozstrzygnięć. Jednakże „w epoce równości ludzie nie wierzą sobie nawzajem”, a w świetle powyższych argumentów, trudno dalej bezkompromisowo wierzyć w masowy rozum ludzki. Masa nie jest czymś, co można kontrolować, szczególnie dzisiaj, gdy w nowym, zinformatyzowanym świecie, przekroczyła już możliwość gromadzenia się9. Jest niebezpieczna jako środek do metodycznego sterowania pogardzaniem jednych przez drugich – ponieważ nawet racjonalny rozum nie jest w stanie wykazać przewagi działań nieegoistycznych nad egoistycznymi. A tłum chce więcej – więcej bodźców, więcej emocji, więcej wydarzeń, więcej wszystkiego. Tłum nie chce – tłum żąda. Masa staje się więc przedmiotem rozgrywek politycznych, narzędziem w rękach sprytnego władcy, który daje jej to, czego potrzebuje. 

            Podsumowując, powierzenie władzy absolutnej ludowi wcale demokracją nie jest. Jest zamianą wolności na dowolność, zamianą jednej tyranii na drugą – na tyranię tłumu i niezadowolonej, sfrustrowanej, a przez to roszczeniowej masy. Masy, która zawiodła się na racjonalnym rozumie, która składa się z jednostek nieodpowiedzialnych za nic, która szuka kogoś, na kim swoje frustracje może wyładować. Potrzeba jej więc „igrzysk” i silnego przywódcy, który te igrzyska zapewni i na którego może przenieść swoją utraconą  p o d m i o t o w o ś ć. Przywódcy, który obieca natychmiastową poprawę, odrzucenie tego, co było wcześniej, za pomocą magicznych środków i umiejętności. Przywódcy, który wskaże kierunek, w którym masa ma iść i powie jej, że jest dobra ze względu na to, jaki kierunek obrała, a jaki odrzuciła. Przywódcy, który powie, kto jest winny temu, co masę spotkało i winnego ukarze lub masie ukarać pozwoli. On sam będzie ideałem wszelkich cnót, które są przez najniższy mianownik uważane za niezbędne do sprawowania władzy, stanie się nowym bóstwem – sędzią i prokuratorem w jednym. I tak właśnie ów bakcyl, który nigdy nie umiera i w ”demokracjach” masowych ukrywa się po kątach, może powrócić w postaci nowego (a może niekoniecznie?) ruchu politycznego, który pomoże cały resentyment zadręczonemu społeczeństwu wyładować. Bakcyl, który żywi się właśnie powierzchownością, w której widzi tylko nienawiść. Być może jest to ciekawa kwestia do wzięcia pod uwagę w kontekście jesiennych wyborów i tego, co się przy ich okazji będzie na polskiej scenie politycznej działo. Prześciganie się w obietnicach bez pokrycia, „mowa nienawiści”, wskazywanie odpowiedzialnych za to, co się społeczeństwu (a może właśnie masie, bo czemu mamy bać się tego słowa?) nie podoba i planowanie ponownego przestawienia świata na nowo. Tłumowi w obliczu tego, co zostało przytoczone powyżej, jednak wierzyć nie tylko jest trudno, ale się nie powinno. Tym samym mam nadzieję, że na pytanie „czy większość ma rację?” udzieliłam wyczerpującej odpowiedzi. Jeśli chodzi o alternatywę, tak jak napisałam na początku, lepszej jak dotąd nie mamy. 


Emma Drabarek
______________________________
1 Cytaty dot. tego akapitu pochodzą z tekstu L. Kołakowskiego „Bałwochwalstwo polityki”, w którym ten problem jest poruszony głębiej. 
2 Więcej na ten temat w M. Oakeshott: „Wieża Babel i inne eseje: Racjonalizm w polityce” 
3 Więcej na ten temat w M. Oakeshott: „Wieża Babel i inne eseje: Racjonalizm w polityce” 
4 Więcej na ten temat: E. Roudinesco: „Po co psychoanaliza: Depresyjne społeczeństwo: Klęska podmiotu.” 
5 Cytaty w tym akapicie pochodzą z R. Rieman: „Wieczny powrót faszyzmu.”, gdzie znajduje się więcej na temat tego zagadnienia. 
6 Demokracja jest przecież systemem zakładającym powszechną aktywność publiczną („masowa” kojarzy nam się tylko z systemami niedemokratycznymi, jak totalitaryzm – czy aby na pewno słusznie? A powszechna mobilizacja do spełniania „obowiązku obywatelskiego”, jakim jest głosowanie w wyborach?) 
7 Więcej na ten temat: E. Roudinesco: „Po co psychoanaliza: Depresyjne społeczeństwo: Klęska podmiotu.” 
8 Na podstawie: prof. S. Filipowicz: „Opinia – rozum na targowisku” 
9 Na podstawie: P. Sloterdijk „Pogarda mas” 

środa, 26 sierpnia 2015

[ARS PUBLIKUJE]: "Platformo - dokąd?"

Rozpoczynamy nowy cykl na naszym blogu! Przez najbliższe tygodnie będziecie mieli okazję zapoznać się z tekstami tworzonymi przez członków Koła Naukowego "Ars Politica" z pogranicza świata publicystyki i nauki. Oczywiście, zachęcamy do dyskusji pod artykułami. Na początek zapraszamy do lektury tekstu autorstwa Konrada Gałuszko.


[Opinie przedstawione w artykułach nie są stanowiskiem Koła Naukowego Ars Politica, a wyłącznie autorów danego tekstu]



~ * ~


Wybory parlamentarne już niedługo – każde ugrupowanie ma niewiele czasu na manewry, a jedyne możliwe to ewentualnie zmiany kadrowe. Trwa ostateczne domykanie list wyborczych, także w Platformie Obywatelskiej. Wszyscy słyszeliśmy o trudnych debatach wewnątrz partii, czego wyrazem było m.in. niezaakceptowanie przez Ewę Kopacz list regionalnych. Tymczasem, warto się zastanowić, czy klucz do reform oraz ewentualny, choć już mało prawdopodobny, sukces wyborczy nie leży w warstwie ideologicznej Platformy?


Naprawdę, jaka jesteś, nie wie nikt...
            Warto zacząć od stwierdzenia, że PO dość dobrze spełnia warunki partii centrum. Są w niej dwie główne frakcje – liczne, silne skrzydło konserwatywno-katolickie (sen. Jan Filip Libicki czy od niedawna poseł PiS  - Andrzej Smirnow) jak i nieco bardziej lewicujące (np. Marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska czy sen. Józef Pinior). Ten podział znacząco wpłynął na ośmioletnie rządy Platformy. Nieco zrozumiały jest wizerunek PO jako partii sprzeciwiającej się swoim postulatom (nierealizującej własnego programu – np. likwidacja funduszu kościelnego; tanie państwo), ponieważ przez ten czas nie wprowadziła ważnych, zapowiadanych w 2011 r. reform o charakterze światopoglądowym czy gospodarczym. Zresztą, ugrupowanie Kopacz ma tę dziwną cechę, że odnosi sukcesy tam gdzie społeczeństwo nie patrzy lub tam gdzie nie planowali działać, a o swoich osiągnięciach i tak milczy.
            Aby to zrozumieć, wróćmy na chwilę do lat 2005-2007, czyli do czasów, gdy tworzył się w społeczeństwie obraz Platformy jako czynnika zmiany. Była to przede wszystkim partia wolności gospodarczej (ponadto promowała ograniczenie biurokracji, model państwa minimalnego) i przedsiębiorcy pokładali w niej ogromne nadzieje, a światopoglądowo PO jawiła się jako umiarkowane ugrupowanie konserwatywne. Co pozostało po tych 8-10 latach? Trudno powiedzieć. Platforma doprowadziła do zwiększenia ilości urzędników oraz ufundowania darmowego podręcznika dla pierwszoklasistów czyli inicjatywy, której nie powstydziłby się zagorzały socjaldemokrata. W sferze światopoglądowej panuje zaś pustka – PO obiecała np. uchwalenie związków partnerskich, a ten projekt nadal nie został zrealizowany i prawdopodobnie tak zostanie, bo do końca VII kadencji pozostało mało czasu[1]. Przeforsowano jednak, między innymi dzięki posłom Platformy, ustawę dot. uzgadniania płci[2]  oraz ratyfikację konwencji antyprzemocowej[3], której przecież sprzeciwiała się grupa posłów i senatorów partii. Czy Platforma to wszystko planowała? Raczej nie...
            Obecny problem PO między innymi obrazują właśnie głosowania dot. spraw ideologicznych. Niby jesteśmy za, ale nie ma dyscypliny partyjnej. Deklarujemy jedno, a wychodzi drugie. Konkluzja jest dla Platformy przykra i niestety wyjaśnia przyczyny nadchodzących czy minionych porażek, których wspólnym mianownikiem, to trzeba szczególnie podkreślić, jest m.in. nieobecność charyzmatycznego przywódcy, jakim przykładowo był Donald Tusk. PO stała się trochę mglistą partią władzy – zasiedziałą, przyzwyczajoną do stanowisk, ugrupowaniem jakby bez programu i charakteru. Owszem, mamy wprawdzie stabilne rządy (nieco ironicznie – zgodę i bezpieczeństwo), ale na zasadzie wybierania przez osiem lat mniejszego zła. Tymczasem, Polacy od 1989 r. szukają tej siły, która da nam wymarzony dobrobyt, w końcu zrówna nas z Zachodem. Kluczowym słowem jest obecnie zmiana, a Platforma, niestety, stała się partią stagnacji (porównując jej działania do oczekiwań Polaków) – nie idzie ani w lewo ani w prawo, unikając jednocześnie populizmu. Program radykalnej zmiany, realizacji rozbuchanych ambicji Polaków, przedstawia obecnie prawie każda partia oprócz PO właśnie. Przykre jest jednak, że walka o mandaty będzie się toczyć nadal tylko między dotychczas znanymi graczami (Zjednoczona Prawica/Prawo i Sprawiedliwość, PO, Zjednoczona Lewica/Sojusz Lewicy Demokratycznej/Biało-Czerwoni) zamiast, na przykład, między .Nowoczesną, Partią Razem, Kukizem, PO i PiS, co jeszcze po wyborach prezydenckich było bardziej prawdopodobną konstelacją.
            Trzeba ponadto wziąć pod uwagę kilka nietypowych, czasem nieprzewidzianych czynników, które spowodowały obecny stan rzeczy – przegraną Komorowskiego i spadek notowań. Pierwszym są zbyt wysokie oczekiwania społeczeństwa, które pragnie rewolucyjnych zmian zamiast wytrwałej, ewolucyjnej pracy krok po kroku. Drugim – słaba propaganda medialna Platformy, przy jednoczesnym kreowaniu PO Polski jako ruiny w mediach antyrządowych. Na Polaków takie obrazy bardzo silnie działają – łatwo przecież wierzymy, że jest gorzej niż lepiej. Ostatni problem to afery oraz niepełne rozliczenie tej najważniejszej – taśmowej. Trudno zatem powstrzymać wrażenie, że Platformie wyczerpały się możliwości, pomysły i przypomina SLD z lat 2004-2005, czyli u schyłku swoich rządów.
           

Co dalej?
            PO ma w zasadzie tylko dwa wyjścia – reformę ideologiczną lub rozłam, przy czym jedno nie wyklucza drugiego.
            Czego by złego nie powiedzieć o Platformie trzeba jednak przyznać, że ich rządy, najdłuższe w naszej najnowszej historii politycznej, odznaczały się dużą stabilnością oraz wyraźnymi postępami na polu modernizacji kraju (ale w tych aspektach, które nie zwiększyły szybko dobrobytu Polaka). Biorąc pod uwagę kapitał ideologiczny i społeczny, jaki tkwi w  lewicowej frakcji partii, można powiedzieć, że ratunkiem, przynajmniej wizerunkowym, dla PO byłaby właśnie socjaldemokratyzacja, ponieważ na wymienionych polach Platforma przypomina zachodnie socjaldemokracje. Zresztą, według niektórych sama partia już zmienia swój profil ideologiczny[4], a były szef i założyciel – Donald Tusk - przyznał, że zbliża się do tego nurtu[5]. Niezdecydowanie tylko pozbawia tę partię wyborców, a Polsce jak wody potrzeba nowoczesnej, niezwiązanej z PRL-owskimi elitami lewicy. Szansę na to miał Janusz Palikot – niestety jej nie wykorzystał i skompromitował siebie oraz całą lewicę ogólnie. SLD wydaje się być monolityczną, anachroniczną siłą i bez głębszych reform prawdopodobnie zniknie z naszej sceny politycznej. Partia Razem ma za to program miejscami odstraszający, zbyt radykalny[6], a ponadto cechuje ją nadal niska rozpoznawalność. Jest zatem w polskiej polityce nisza dla liberalno-demokratycznej centrolewicy, którą mogłaby zapełnić Platforma.
            Istnieje jeszcze jeden scenariusz zakładający jedność partii – przeobrażenie w umiarkowaną, chadecką prawicę na wzór zachodni, może zakrawającą nawet o tzw. lewicę katolicką. Takich sił chyba nawet bardziej brakuje nad Wisłą. Kościół w Polsce ma nadal ogromny wpływ na społeczeństwo, jak i polityków. Po prawej stronie pod względem ideologicznym wybieramy albo narodowo-katolicki, oporny przed westernizacją PiS albo nijaką PO, która, niestety, dała się poznać tylko z wystąpień polityków bardzo zachowawczych, silnie przywiązanych do wiary – mowa tu o dawnej frakcji Gowina, jak też np. ministrze Królikowskim czy Marku Biernackim. Tymczasem, w wielkich ośrodkach miejskich powstaje nowa, młoda klasa średnia dla której wiara stanowi ważny element życia, światopoglądu, ale nie najważniejszy – chcą ją kultywować koegzystując z odmiennymi punktami widzenia. Nie przeszkadzałoby im państwo ze związkami partnerskimi, dotowanym in vitro czy Kościołem płacącym podatki i rejestrującym swoje akta u GIODO, ale sprzeciwiają się antyklerykalizmowi w wydaniu Palikota. Tacy ludzie nie mają swojej reprezentacji politycznej choć również, a może zwłaszcza, w PO istnieje do tego potencjał – przykładem jest posłanka Róża Thun[7].
            Platforma, partia trochę bezideowo centrowa, powinna, jak w 2007 r., stać się ugrupowaniem z charakterem. Jednak do tego wymagane są śmiałe decyzje – postawienie kroku w lewo bądź prawo. Pytanie brzmi czy nie odbędzie się to jednak kosztem rozłamu lub znacznego odpływu działaczy i wyborców. Taki scenariusz na pierwszy rzut oka wydaje się gwoździem do trumny polityków tej dawnej Platformy. Jednak skutki takiego ruchu mogą być również pozytywne. Frakcja prawicowa może być tylko przybudówką PiS/Zjedn. Prawicy, ale, w innym scenariuszu, samodzielną jednostką – głosem lewicy chrześcijańskiej. Frakcja lewicowa miałaby większe szanse, bo na lewicy panuje obecnie, wprawdzie już nieco mniejszy, ale jednak chaos. Pytanie tylko, czy przyszła socjaldemokratyczna wersja PO zyskałaby poparcie tak wśród elektoratu jak i samej lewicy, potrzebującej konsolidacji lub charyzmatycznego przywódcy/partii. Pewne jest jedno – PO jako jedność, choćby ze względu na zdobyte przez osiem lat wpływy, ma raczej większe szanse i zdolność realnego oddziaływania na polską politykę.


Realne perspektywy
            Na przełomie maja i czerwca br. sytuacja polityczna jeszcze nieco inaczej się przedstawiała – PO nie traciła tak wiele w sondażach, Kukiz osiągał poparcie na poziomie ok. 20%, .Nowoczesna miała szanse wejść do Sejmu uzyskując godne podziwu wyniki, ale SLD i TR były poniżej progu wyborczego[8]. Przez pewien czas PO była druga po PiS, osiągającym według niektórych sondażowni ok. 40%, ugrupowanie Kukiza dużo straciło, a lewica i PSL znajdowała się na granicy progu wyborczego. Według niektórych badań, Sejm VIII kadencji miałby zawierać tylko trzy ugrupowania – bez lewicy, także Partii Razem czy Nowoczesnej[9].
            Nie ma sensu ukrywać, że już teraz jest trochę zbyt późno na głębokie przeobrażenia ideologiczne wewnątrz Platformy, aczkolwiek, choćby przyjęcie ustawy o uzgadnianiu płci czy dotowaniu in vitro, sugeruje pójście w lewo. Nie ma sensu również ukrywać, iż dla stabilności systemu politycznego siła liberalno-lewicowa powinna mieć reprezentację w parlamencie, dlatego kierunek zmian wydaje się logiczny i oczywisty. Z tych właśnie względów przedstawiona strategia jest raczej propozycją na kolejne cztery lata tak, aby w 2019 r. niekoniecznie wygrać, ale przede wszystkim jakościowo odmienić polską politykę. Jednak, jeśli faktycznie lewica opuści Sejm, PO powinna przejąć jej rolę. Czy to będzie konieczne? Czas pokaże.
            Warto też zadać pytanie, na ile sytuacja dla Platformy jest krytyczna, aby była ona w stanie, i miała przede wszystkim chęć, dokonać autorefleksji oraz reformy ideologicznej. Na ile PO jest po ośmiu latach rządów zdolna do oczyszczenia? To również trudno określić, bo Platforma ma poparcie znacznie powyżej progu, ale w obecnym kształcie z pewnością długo nie wytrwa. Kolejne pytanie, co sama partia uważa za swój problem – gdzie upatruje przyczyn porażek i spadku poparcia? Czy w ogóle należy ideologią się zajmować, zwłaszcza, że np. lewica zyskała ogromną mobilizację i, według jednego z najnowszych sondaży, otrzymuje wynik na poziomie 10,5%[10],[11]? Może tylko kadry? Czy jednak nie można połączyć przyjemnego z pożytecznym? I jeszcze jeden istotny argument, który władze Platformy muszą mieć na uwadze – Janusz Palikot, który był przecież znany szerszej opinii publicznej tylko z pistoletu z wibratorem, przed wyborami w 2011 r. proponował przekształcenie partii w formację bardziej lewicową. Wtedy jednak PO miała wysokie poparcie i szykowała się na reelekcję więc siłą rzeczy odrzuciła te propozycje. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna.

Konrad Gałuszko
twitter: @kgaluszko




[1]            B.a., Posłowie mówią "nie" związkom partnerskim. Biedroń: może trzeba wybrać lepszy Sejm, 4 sierpnia 2015 r., w: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/sejm-nie-zajal-sie-zwiazkami-partnerskimi,565888.html, dostęp: sierpień 2015 r.
[2]            Sejm będzie ponownie głosował nad ustawą, z poprawkami, między 9, a 11 września – b.a., Senat przyjął ustawę o uzgodnieniu płci, ale z pakietem poprawek, 7 sierpnia 2015 r., w: http://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1486120,Senat-przyjal-ustawe-o-uzgodnieniu-plci-ale-z-pakietem-poprawek, dostęp: sierpień 2015 r. Wcześniej, za ustawą było 252 posłów – b.a., Poselski projekt ustawy o uzgodnieniu płci, 7 sierpnia 2015 r., w: http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/PrzebiegProc.xsp?nr=1469, dostęp: sierpień 2015 r.
[3]            B.a., Prezydent ratyfikował konwencję antyprzemocową, 13 kwietnia 2015 r., w: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/konwencja-antyprzemocowa-zostala-ratyfikowana-przez-komorowskiego/6bj1vy, dostęp: sierpień 2015 r.
[4]            B.a., PO straciła senatora. "Partia skręciła w lewo", 22 lipca 2015 r., w: http://newsroom.salon24.pl/660160,po-stracila-senatora-partia-skrecila-w-lewo, dostęp: sierpień 2015 r.
[5]            M. Janicki, W. Władyka, Premier Donald Tusk o Platformie, rządzie i własnych planach, 4 czerwca 2013 r., w: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1544533,1,premier-donald-tusk-o-platformie-rzadzie-i-wlasnych-planach.read, dostęp: sierpień 2015 r.
[6]            75% podatek od dochodów powyżej 500 tys. zł. rocznie – b.a., Deklaracja programowa, 17 maja 2015 r., w: http://partiarazem.pl/program/, dostęp: sierpień 2015 r.
[7]            J. Paradowska, Czy katolik musi być prawicowy?, „Polityka”, 2014, nr 7 (2945), s. 16.
[8]            M. Nałęcz, Nowy sondaż dla Faktów TVN: Pierwszy PiS, drugi Kukiz. NowoczesnaPL z 10 proc. poparciem [VIDEO], 2 czerwca 2015 r., w: http://www.gloswielkopolski.pl/artykul/3885317,nowy-sondaz-dla-faktow-tvn-pierwszy-pis-drugi-kukiz-nowoczesnapl-z-10-proc-poparciem-video,id,t.html?cookie=1, dostęp: sierpień 2015 r.
[9]            B.a., CBOS: Poparcie dla Kukiza spada. PiS i PO w górę, 10 lipca 2015 r., w: http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/poparcie-dla-partii-politycznych-w-lipcu-sondaz-cbos,558981.html, dostęp: sierpień 2015 r.
[10]          B.a., PiS - 45,1, Platforma - 24 procent. Najnowszy sondaż wyborczy potwierdza przewagę obecnej partii opozycyjnej, 9 sierpnia 2015 r., w: http://wpolityce.pl/polityka/261831-pis-451-platforma-24-procent-najnowszy-sondaz-wyborczy-potwierdza-przewage-obecnej-partii-opozycyjnej, dostęp: sierpień 2015 r.
[11]          Według jeszcze innego sondażu, PiS otrzymuje 35%, Zjednoczona Lewica 8%, co daje jej wejście do Sejmu, a .Nowoczesna – 5%. B.a., PiS umacnia się na prowadzeniu, PO goni. Najnowszy sondaż poparcia partii politycznych dla Faktów TVN i TVN24, 11 sierpnia 2015 r., w: http://fakty.tvn24.pl/ogladaj-online,60/najnowszy-sondaz-poparcia-partii-politycznych-dla-faktow-tvn-i-tvn24,567837.html, dostęp: sierpień 2015 r.

poniedziałek, 26 stycznia 2015

WARSZAWSKA POLITYKA ROWEROWA - podsumowanie debaty

„Warszawa to nie wieś, by po niej rowerem jeździć” – M. Woś, rzecznik ZTM, 1998r.

Paneliści: Joanna Erbel, Artur Tondera, Rafał Muszczynko

Czy wiesz, że obecnie jest 412km tras rowerowych (z czego 37 nowych), miasto odnotowuje 150 000 podróży rowerem dziennie (1/3 dziennych użytkowników metra), a sukces rowerów Veturilo przerósł najśmielsze oczekiwania pomysłodawców?

Rowerzyści zaczynają być w stolicy widoczni, a w konsekwencji – ważni. Stają się grupą interesu, która wciąż musi walczyć o swoje prawa i która wciąż napotyka opór. Na spotkaniu 19 stycznia 2015r. wspólnie próbowaliśmy znaleźć odpowiedzi na pytania, jak naprawdę wygląda ruch rowerowy w Warszawie, przez kogo interesy rowerzystów są reprezentowane i co jeszcze można zrobić.

Rafał Muszczynko 

A zrobiono już bardzo dużo – jednak jak mówi Rafał Muszczynko z Warszawskiej Masy Krytycznej „to, co uważamy dziś za oczywiste i załatwione, kiedyś trzeba było wywalczyć”. Mimo że „zadaniem miasta powinno być zorganizowanie najszybszego, najtańszego, najbezpieczniejszego i najbardziej ekologicznego sposobu przemieszczania się po mieście” (Joanna Erbel – Partia Zielonych), swobodna jazda rowerem po Warszawie nie jest tak prostym celem do zrealizowania, jakby się wydawało.

Joanna Erbel

Jak twierdził Artur Tondera (Zarząd Transportu Miejskiego), często istnieją związane z tym problemy, których na pierwszy rzut nie widać. Przede wszystkim tworzenie nowych pasów/ścieżek dla rowerów burzy dotychczasowy ruch miejski, do którego mieszkańcy miasta stołecznego są przyzwyczajeni (przykładem jest niedostateczna ilość miejsc do parkowania). Nagle z prostej rzeczy robi się spore przedsięwzięcie finansowe („Aleje Jerozolimskie trzeba by chyba rozorać od nowa”). Nie oznacza to, że nie ma planów na kolejne inwestycje mające na celu polepszenie sytuacji . Tylko w 2015 roku są planowane nowe drogi i pasy rowerowe (m.in. na ulicy Nowy Świat – projekt z budżetu partycypacyjnego), a także dopuszczenie ruchu rowerowego pod prąd, by nie trzeba było nadrabiać kilometrów lub łamać przepisów. Przedstawiciel ZTM-u przyznaje, że sytuacja nie jest idealna, ale równocześnie chce zaprosić osoby, które dotąd nie myślały o wyruszeniu z domu rowerem, do podjęcia takiego kroku. Ma to się zadziać między innymi przez inicjatywy Ratusza, m.in. udział w European Cycling Challenge czy przeprowadzona akcja doświetlania rowerzystów (zamiast mandatów nieoświetlonym rowerzystom były rozdawane lampki).

Artur Tondera

„Jestem i kierowcą, i rowerzystą, i pieszym, i z rzadka pasażerem komunikacji miejskiej – wszyscy możemy razem żyć” mówi Rafał Muszczynko. Czas na zmianę sposobu myślenia, większą tolerancję i uprzejmość w życiu publicznym, idącymi w parze ze znajomością przepisów i bezpiecznego poruszania się po mieście.

Przyznam, że przed tym wydarzeniem nie myślałam o działaniu na rzecz ruchu rowerowego w kategoriach ważnej polityki publicznej prowadzonej przez miasto. Jednakże lekceważenie którejkolwiek z grup społecznych jest niebezpieczne i prowadzi do dyskryminacji z życia publicznego, co stoi w sprzeczności z ideałami demokratycznymi. Postępy ostatnich piętnastu lat, jeśli chodzi o poprawę postrzegania rowerzystów na drogach, są wynikiem pracy i wytrwałej postawy obywatelskiej wielu działaczy społecznych i przykładem na to, że aktywność społeczna przynosi nie tylko satysfakcję, ale też efekty. To dzięki takim inicjatywom można budować społeczeństwo obywatelskie.

dr Filip Ilkowski, moderator dyskusji

Serdecznie dziękujemy panu doktorowi Filipowi Ilkowskiemu za wspaniałe prowadzenie debaty, naszym panelistom oraz wszystkim przybyłym. Ze strony Warszawskiej Masy Krytycznej zapraszamy na wspólną jazdę rowerami w każdy ostatni piątek miesiąca o 18.00 (start z Placu Zamkowego), a także do konsultacji z pełnomocnikiem Prezydenta m.st. Warszawy ds. komunikacji rowerowej - http://www.ztm.waw.pl/?c=642&l=1. Być może za jakiś czas Warszawa rzeczywiście stanie się drugą Kopenhagą.

Podsumowała Emma Drabarek

niedziela, 21 grudnia 2014

KINO [ARS]POLITYCZNE: Państwo terroru - podsumowanie

          Film „Pola Śmierci”, będący podstawą do dyskusji na grudniowym spotkaniu w ramach cyklu „KINO [ARS]POLITYCZNE”, to emocjonalnie nacechowany obraz opowiadający historię przejęcia władzy w Kambodży przez Czerwonych Khmerów. Narracja o kambodżańskiej wojnie domowej prowadzona jest przez amerykańskiego reportera i jego przyjaciela. Goście naszego spotkania - prof. Bogdan Góralczyk (CE UW) oraz dr hab. Rafał Chwedoruk (INP UW) - próbowali wyjaśnić przyczyny konfliktu, jego cele i recepcje na świecie.

                              Dr hab. Rafał Chwedoruk i prof. Bogdan Góralczyk



„Dlaczego ci chłopcy wyszli z kałasznikowami na ulicę”?


        Bez wątpienia w Kambodży dostrzegalny jest ogromny wpływ doktryny Mao Zedonga (postulaty niszczenia burżuazji, „rok zero”, powszechny głód przy jednoczesnym zakazie uprawy ziemi). Przyczyn upatrywać można w skrajnym nacjonalizmie i nienawiści do Wietnamczyków – stwierdził prof. Góralczyk. "Maoizm nie jest doktryną rewolucji. Kambodża jest antytezą marksizmu” (prof. Chwedoruk). Potwierdzeniem tej tezy jest powszechny kult ziemi, swoista próba cofnięcia zegara historii. Tymczasem, jak wiemy, marksizm zakłada po kolei przechodzenie pewnych etapów. Można nawet mówić o „swego rodzaju nacjonalizmie, jeśli to europejskie pojęcie ma tam w ogóle sens”. Kolejnym ważnym czynnikiem jest religia. Tendencje egalitarne w Kambodży są wynikiem wiary w karmę i reinkarnację. Prof. Góralczyk dodał, że Kambodża jest jednym z czterech krajów „Buddy siermiężnego”.


          Zaproszeni goście zgodnie podkreślali, że Kambodża była polem rozgrywki zimnej wojny. To Stany Zjednoczone utrzymały Pol Pota przy życiu - powiedział prof. Chwedoruk. Na Kambodżę spadło więcej bomb niż na całą Europę w czasie II Wojny Światowej. Jak podkreślił prof. Góralczyk, należy mieć na uwadze, że wyzwolenie tak naprawdę przyszło wraz z Wietnamczykami, co nie jest pokazane w filmie, a którzy byli wspierani przez Związek Radziecki. Czerwoni Khmerzy to jedyny przypadek w dziejach, kiedy władza dopuszcza się ludobójstwa na własnym narodzie - mówił nasz gość z Centrum Europejskiego. Prof. Chwedoruk wskazał ponadto na pewne podobieństwa wśród różnych ideologii totalitarnych: Najwięcej wspólnego znalazłbym chyba w NSDAP – zabijanie wszelkich objawów słabości w człowieku.



Ludność Kambodży w czasie rewolucji Khmerów zmniejszyła się o 2,5 mln. Pola śmierci tak naprawdę pokryły cały kraj.


Spotkanie podsumowała Emma Drabarek

Osobom zainteresowanym pogłębieniem wiedzy o reżimie Pol Pota polecamy lekturę: „The Pol Pot Regime: Race, Power and Genocide in Cambodia under the Khmer Rouge” oraz „Brothe Number One: A Political Biography of Pol Pot”.

sobota, 6 grudnia 2014

Sytuacja na Białorusi w kontekście konfliktu rosyjsko-ukraińskiego

Mijają 4 lata od wyborów prezydenckich na Białorusi, a sytuacja praw człowieka wciąż nie ulega poprawie. W niewoli pozostaje ostatni kandydat na prezydenta, Mykoła Statkiewicz, aktywiści, obrońcy praw człowieka i przedstawiciele niezależnych mediów są nadal represjonowani. Niedawno białoruskie władze podjęły decyzję o deportacji Jeleny Tonkaczewej, szefowej organizacji pozarządowej Lawtrend, dziennikarze są ciągle skazywani na kary grzywny za pracę dla zagranicznych mediów, a coraz bardziej popularnym narzędziem wpływu na przedstawicieli opozycji stały się prewencyjne aresztowania masowo stosowane przez władze.

Jednocześnie, Unia Europejska skraca listę osób i firm objętych sankcjami, oficjalny Mińsk powtarza, że oczekuje polepszenia stosunków z Europą, a sam Łukaszenka nakłada maskę “rozjemcy” w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. W co gra Łukaszenka? Czy Unia Europejska da się zwieść dyktatorowi i wizji liberalizacji przed kolejnymi wyborami prezydenckimi? Co czeka Białoruś w roku wyborczym? Czy można oczekiwać wznowienia silnych represji wobec społeczeństwa obywatelskiego?

W dyskusji udział wezmą:
- dr Katarzyna Pisarska, dyrektor Polskiej Akademii Dyplomacji;
- dr Mariusz Maszkiewicz, były ambasador RP na Białorusi;
- Andrei Sannikov, kandydat na prezydenta Białorusi w 2010 roku;
- Berit Nising Lindeman, przedstawicielka Norwegian Helsinki Committee;

Po dyskusji, uczetnicy konferencji będą mieli unikalną szansę, by obejrzeć film o Białoruskim Wolnym Teatrze, Dangerous Acts Starring the Unstable Elements of Belarus w reżyserii Madeleine Sackler. Film poprzez losy członków opozycyjnej grupy teatralnej rysuje sytuację na Białorusi przed 19 grudnia 2010 roku i falę represji, która nastąpiła po tej dacie. 

Organizatorzy konferencji: 
Koło Naukowe UW "Ars Politica"
Samorząd Studentów Instytutu Dziennikarstwa UW
Fundacja Europejska Białoruś

10 grudnia, godz. 18:30
Aula "B" w Auditorium Maximum UW


wtorek, 2 grudnia 2014

Samorząd terytorialny w Polsce - reforma czy kontynuacja?


Fotorelacja z konferencji naukowej "Samorząd terytorialny w Polsce - reforma czy kontynuacja?" współorganizowanej przez Instytut Nauk Politycznych oraz Koło Naukowe "Ars Politica".
W panelu II: "Młodzi w wyborach samorządowych - studenckie podsumowanie" wzięli udział członkowie Koła i zaprezentowali wyniki własnych badań.

Więcej zdjęć na profilu koła.

sędzia J. Stępień, prof. dr hab. G. Rydlewski




 prof. dr hab. S. Mazur oraz prof. dr hab. J. Itrich-Drabarek


 prof. dr hab. J. Raciborski, dr E. Sękowska-Grodzicka





dr Daniel Przastek


Prelegenci z Koła Naukowego "Ars Politica":

Amanda Dziubińska





Emma Drabarek




Marcin Ołdakowski



Konrad Gałuszko



piątek, 28 listopada 2014

Ogólnopolska konferencja naukowa o samorządzie terytorialnym


Instytut Nauk Politycznych UW oraz Koło Naukowe „Ars Politica” pragną zaprosić na konferencję naukową „Samorząd terytorialny w Polsce – reforma czy kontynuacja?”

Spotkanie będzie debatą podsumowującą ostatnie wybory samorządowe oraz próbą oceny stanu polskiej samorządności w 25-lecie istnienia III RP. Wśród gości i mówców znajdą się badacze z ośrodków naukowych z całej Polski, a także studenci Instytutu Nauk Politycznych UW.

Konferencja odbędzie się w poniedziałek 1 grudnia 2014 roku w audytorium im. Stefana Czarnowskiego, budynek Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, ul. Krakowskie Przedmieście 3, Warszawa. 

PROGRAM KONFERENCJI:

10:00-10:15 – Uroczyste otwarcie konferencji przez prof. dr hab. Stanisława Sulowskiego (Uniwersytet Warszawski).

10:15-11:30 – Panel I: Stan samorządu terytorialnego. Pola sukcesów, porażek i wyzwań - prowadząca prof. dr hab. Jolanta Itrich-Drabarek.

Dorobek 25 lat. Czy dobrze wykorzystany czas? - prof. dr hab. Jolanta Itrich-Drabarek (Uniwersytet Warszawski), prof. dr hab. Stanisław Mazur (Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie)

Pola napięć. Korekta czy radykalna zmiana w samorządzie terytorialnym? - prof. dr hab. Grzegorz Rydlewski (Uniwersytet Warszawski), sędzia Jerzy Stępień (Uczelnia Łazarskiego).

Doświadczenie wyborów samorządowych 2014. Spory partyjne czy konkurencja programów partyjnych? - prof. dr hab. Jacek Raciborski (Uniwersytet Warszawski), dr Ewa Sękowska-Grodzicka (Uniwersytet Warszawski). 

11:30-12:45 – Przerwa.

12:45-13:45 – Panel II: Młodzi w wyborach samorządowych: studenckie podsumowanie - prowadzący dr Daniel Przastek (Uniwersytet Warszawski).

Prelegenci - członkowie Koła Naukowego UW „Ars Politica”: Amanda Dziubińska, Emma Drabarek, Konrad Gałuszko, Marcin Ołdakowski.

13:45-14:15 – Przerwa.

14:15-16:00 – Panel III: Wybory samorządowe Warszawa 2014 – Polityka Warszawska - prowadzący dr Błażej Poboży (Uniwersytet Warszawski).

Analiza porównawcza wyborów samorządowych w dużych miastach europejskich - dr Andżelika Mirska (Uniwersytet Warszawski).

16:00 – Zakończenie konferencji.

Uprzejmie prosimy o zgłoszenie chęci udziału w konferencji w nieprzekraczalnym terminie do 30 listopada 2014 roku na adres: eborowska@uw.edu.pl


czwartek, 27 listopada 2014

WKRĘĆ SIĘ W KOŁO

"Wkręć się w koło" to inicjatywa kół naukowych oraz samorządów studenckich działających na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.

27 listopada Stary BUW został opanowany przez koła naukowe WDiNP! Promowaliśmy swoją aktywność na polu akademickim i zachęcaliśmy studentów UW do współpracy.